Pięćdziesiąt cztery lata, dziewiętnaście z nich w jednej firmie, zwolnienie grupowe w marcu. Dostał odprawę, uścisk dłoni i kartkę z numerem do doradcy zawodowego, którego nigdy nie wybrał.
W maju córka założyła mu konto na LinkedIn. Siedzieli razem przy kuchennym stole, ona klikała, on podawał daty. Poszło gładko aż do pola ze zdjęciem.
Bo on nie ma ani jednej fotografii, na której jest sam.
Wszystkie są z czegoś. Z wesela bratanka, z grilla, z pierwszej komunii wnuczki, ze służbowej wigilii, na której stoi w drugim rzędzie i widać mu pół twarzy. Przewijali galerię jakieś dziesięć minut. W końcu wybrali komunię, bo miał tam garnitur, i córka przycięła kadr.
Na jego ramieniu został cudzy kciuk.
Drogi czytelniku, ten kciuk chodzi za mną od miesięcy. Bo to nie jest historia o zdjęciu. To jest zdjęcie człowieka, który przez dziewiętnaście lat był potrzebny i nagle nie ma ani jednego dowodu, że istnieje osobno.
Statystyka mówi, że u niego wszystko w porządku
Zajrzyjmy do liczb, bo one w tej sprawie robią coś podłego.
GUS, badanie aktywności ekonomicznej ludności za pierwszy kwartał 2026, wyniki wstępne ogłoszone dwudziestego szóstego maja: stopa bezrobocia w Polsce wynosi trzy i trzy dziesiąte procenta. W grupie piętnaście–dwadzieścia cztery lata jest wysoka, dwanaście i pół procenta. A w grupie, którą urząd nazywa wiekiem niemobilnym — czyli od czterdziestego piątego roku życia do emerytury — bezrobocie wynosi dwa i osiem dziesiątych procenta.
Mniej niż średnia krajowa. Prawie nie ma bezrobocia po czterdziestce piątce.
Brzmi nieźle, dopóki nie zaczniemy tam zaglądać.
W tym samym badaniu, w tym samym kwartale: bezrobotnych jest pięćset osiemdziesiąt tysięcy. Biernych zawodowo — dwanaście milionów pięćset trzydzieści osiem tysięcy. Pracujących jest siedemnaście milionów dwieście trzydzieści siedem tysięcy, więc wskaźnik zatrudnienia w kraju wynosi pięćdziesiąt sześć i osiem dziesiątych procenta.
Na jednego bezrobotnego przypada w tym kraju ponad dwudziestu biernych zawodowo.
I teraz najważniejsze, bo tu leży cała sztuczka. Bezrobotnym jest ten, kto szuka. Kto przestał szukać, nie zostaje bezrobotny na dłużej — on wypada z kategorii i przechodzi do biernych zawodowo. Statystyka bezrobocia nagradza rezygnację. Im więcej ludzi po pięćdziesiątce da sobie spokój, tym ładniejsza liczba w komunikacie.
Kurtyna.
Nikt nie rezygnuje jedną decyzją
Człowiek nie wychodzi z rynku pracy w poniedziałek o ósmej, podejmując decyzję. Wychodzi z niego serią drobnych ustępstw, z których każde osobno jest całkowicie rozsądne.
Nie wyśle CV do tej firmy, bo tam sami młodzi. Nie zadzwoni do dawnego kolegi, bo głupio po tylu latach zaczynać od proszenia. Nie wrzuci zdjęcia, bo nie ma żadnego dobrego, a robić sobie sesję w takiej sytuacji to już w ogóle. Każde z tych zdań ma sens. Dopiero wszystkie razem układają się w wyjście z rynku pracy.
I wiesz, co jest w tym najbardziej dziwaczne? Że pierwszym ustępstwem prawie zawsze jest twarz. Nie kompetencje, nie CV, nie branża. Twarz.
Bo pokazanie twarzy wymaga uznania, że jest się kimś osobnym. A po dziewiętnastu latach bycia częścią firmy człowiek naprawdę nie jest pewien, czy jest.
Przewiń galerię do tyłu i policz miesiące
A teraz do Ciebie, i to jest pytanie z gatunku tych, których się nie zadaje. Otwórz galerię w telefonie i przewijaj do tyłu, aż znajdziesz ostatnie zdjęcie, na którym jesteś sam i patrzysz w obiektyw.
Ile miesięcy temu?
Jeżeli musisz przewijać długo, to nie jest kwestia lenistwa ani skromności. To jest ten sam mechanizm, tylko na wcześniejszym etapie. Ty jeszcze pracujesz, więc nie boli. On ma pięćdziesiąt cztery lata i już boli.
Teraz część, w której nie wypadam dobrze.
Kilka lat temu z zespołu, z którym pracowałem, odszedł człowiek — nie z własnej woli. Napisałem mu wtedy dokładnie to, co się pisze: „daj znać, gdybyś czegoś potrzebował". Uznałem, że zrobiłem porządną rzecz. Nie zadzwoniłem ani razu przez następne pół roku. On oczywiście też nie dał znać, bo nikt nie daje znać, kiedy jest na dnie — to jest właśnie ten moment, w którym się nie prosi.
„Daj znać, gdybyś czegoś potrzebował" jest zdaniem, które zdejmuje ciężar ze mnie i przekłada go na człowieka, który akurat nie ma siły go unieść. Zajęło mi stanowczo za długo, żeby to zrozumieć.
Zrób komuś zdjęcie w tym tygodniu
Więc mam do Ciebie prośbę zamiast morału, i to jest prośba wykonalna dziś.
Pomyśl przez chwilę, czy znasz kogoś takiego. Kogoś po pięćdziesiątce, kto wypadł z etatu i od tamtej pory jakoś tak przycichł. Nie pisz mu, żeby dał znać. Zadzwoń i zaproponuj kawę, a przy tej kawie ustaw go przy oknie i zrób mu telefonem trzy zdjęcia. Światło z boku, ramiona luźno, patrzy w obiektyw. Zajmie to minutę i będzie pierwszym od dawna dowodem, że istnieje osobno.
AIJa zbudowałem Profilówkę dla ludzi, którzy nie chcą siedzieć przed obiektywem. Ale telefon przy oknie i ktoś, komu się chciało zadzwonić, działają lepiej niż każde narzędzie, jakie umiem napisać.
A jeżeli tym kimś jesteś Ty — zacznij od tego, żeby dziś wieczorem znaleźć się na jakimkolwiek zdjęciu samemu. Nawet krzywym. Krzywe zdjęcie własnej twarzy jest lepsze niż cudzy kciuk na ramieniu, a jak już będziesz gotowy wysłać pierwsze CV po tylu latach, zdjęcie do CV niech będzie ostatnią rzeczą, przez którą się zatrzymasz.
Czego i Tobie życzę.