Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

Do 2028 co czwarty kandydat będzie zmyślony

Marcin Szmidtke4 min czytania

Rekruterka ma dziś piąte spotkanie kwalifikacyjne z rzędu, wszystkie przez wideorozmowę, a obok klawiatury stygnie jej trzecia kawa, do której nie zdążyła wrócić. W trzecim oknie na ekranie ktoś siedzi ze słuchawkami nasuniętymi nisko na czoło i patrzy uporczywie w bok, jakby czytał coś z drugiego monitora. Odpowiedzi przychodzą o pół sekundy za późno, gładkie i bez jednego zawahania. Dwa lata temu zapytałaby o Excela. Dziś pyta inaczej: „Czy mógłby pan zdjąć na chwilę słuchawki?”.

Drogi czytelniku, Ty i ja już wiemy, dlaczego o to prosi. Nie dlatego, że podejrzewa ściągę z internetu. Boi się, że po drugiej stronie ekranu nie ma człowieka, który za miesiąc przyjdzie do pracy — jest ktoś inny, kto na czterdzieści minut użyczył twarzy i głosu.

Zostały dwa kanały i oba da się podłożyć

Praca zdalna zdjęła z rozmowy kwalifikacyjnej wszystko, co kiedyś potwierdzało tożsamość samo z siebie: uścisk dłoni, dojazd do biura, obecność w tym samym pokoju co dwadzieścia innych osób, które zauważyłyby podmianę. Zostały dwa kanały — obraz i głos. Oba da się dziś wynająć, podłożyć albo puścić z nagrania. Uczciwość ludzi się nie zmieniła. Zmieniło się to, ile kosztuje oszukać.

Firma badawcza Gartner policzyła to wprost. W komunikacie z 31 lipca 2025 roku napisała, że do 2028 roku co czwarty profil kandydata na świecie — jeden na cztery — będzie fałszywy. To jest prognoza jednej firmy analitycznej, nie pomiar całego rynku pracy, i tak trzeba to czytać: ktoś w Gartnerze zobaczył, dokąd to zmierza, i policzył linię dalej.

Ta sama firma zapytała trzy tysiące kandydatów, w badaniu z 2025 roku, czy brali kiedyś udział w rozmowie, w której ktoś podszył się pod nich albo oni pod kogoś — sami, albo wynajmując do tego drugą osobę. Sześć procent odpowiedziało, że tak. Sześciu na stu, w badaniu, przyznało się wprost do czegoś, co w każdej innej sytuacji nazwalibyśmy oszustwem tożsamości.

Jamie Kohn, analityczka Gartnera, która to badanie komentowała, ujęła to w jednym zdaniu: pracodawcom robi się coraz trudniej ocenić nie tylko prawdziwe umiejętności kandydata, ale — w części przypadków — jego tożsamość.

Ten sam Gartner zapytał też kandydatów, czy ufają, że sztuczna inteligencja oceni ich uczciwie, kiedy to ona pierwsza czyta ich zgłoszenie. Tak odpowiedziało dwadzieścia sześć procent. Nieufność idzie więc w obie strony na raz: pracodawca nie wie, czy kandydat w ogóle istnieje, kandydat nie wie, czy po drugiej stronie ktoś jeszcze czyta, czy już tylko liczy.

Prosta psychologia.

A teraz pytanie do Ciebie, drogi czytelniku. Twoje zdjęcie na LinkedInie, to samo, które rekruter widzi, zanim przeczyta pierwsze zdanie CV — czy ktokolwiek mógłby pod przysięgą powiedzieć, że to naprawdę Ty, dziś, a nie ktoś podobny sprzed pięciu lat?

Poprawianie i zmyślanie to różnica rodzaju, nie stopnia

Prowadzę Profilówkę, firmę, która robi zdjęcia profilowe z pomocą AI, więc to pytanie kieruję też do siebie i bez taryfy ulgowej. Model, który trenujemy, uczy się z Twoich własnych selfie — dziesiątek zdjęć, które sam wysyłasz, za swoją zgodą — i ma nauczyć się Ciebie, nie jakiejś uśrednionej twarzy w Twoim wieku.

Miałem kiedyś klienta, który zapytał wprost, czy może dostać zdjęcie, na którym będzie wyglądał trochę jak on, tylko lepiej — węższa szczęka, mniej zmarszczek, inny nos. Tłumaczył to tak, jakby prosił o retusz, o który proszą wszyscy: trochę światła, trochę ostrości, nic, czego nie dałoby się poprawić kremem i dobrą fryzurą. Nie miałem tej odpowiedzi gotowej, zanim padło pytanie. Musiałem ją sobie poukładać na żywo, przy kliencie, i dopiero wtedy usłyszałem, jak brzmi: nie, bo to już nie jest poprawianie zdjęcia. To jest zmyślanie kogoś, kto miałby pójść na Twoją rozmowę zamiast Ciebie.

Różnica rodzaju, nie stopnia.

Bo cała ta historia o fałszywych kandydatach nie jest o tym, czy zdjęcie wygląda ładnie. Jest o tym, czy da się na nim polegać. Rekruterka z pierwszego akapitu nie prosiła o zdjęcie ładniejsze niż to sprzed dwóch lat. Prosiła o pewność, że po drugiej stronie ekranu jest jedna, konkretna osoba, którą będzie mogła jutro zapytać, dlaczego spóźniła się na pierwszy dzień pracy. Zdjęcie, które jest naprawdę Tobą — nawet poprawione, nawet w lepszym świetle, niż masz w domu — tę pewność daje. Zdjęcie kogoś, kogo nie ma, nie da jej nigdy, niezależnie od tego, jak dobrze zostało zrobione.

Marta ze skrzyżowanymi rękami w czarnej skórzanej ramoneksce, patrząca prosto w obiektyw na szarym tleAI
To spojrzenie ma dawać dokładnie tę pewność, o której mowa wyżej — że po drugiej stronie kadru jest jedna, konkretna osoba, a nie ktoś podobny sprzed pięciu lat.Zdjęcie wygenerowane przez AI.

Zrób dziś jedną rzecz: otwórz swój profil i zapytaj się uczciwie, czy zdjęcie, które tam wisi, jest naprawdę Tobą z tego roku, a nie kimś, kim byłeś, albo kimś, kim chciałbyś być. Jeśli nie — wymień je. Jeśli tak — zostaw je w spokoju i idź robić coś ważniejszego.

Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.