Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

Dług, który spłacasz w pierwszej minucie spotkania

Marcin Szmidtke5 min czytania

Spotkanie o dziewiątej, dwie osoby, które nigdy się nie widziały. Rozmawiały do tej pory mailem przez trzy tygodnie, więc już się trochę lubią. Ktoś klika „dołącz". Kamera się włącza.

I jest ta ćwierć sekundy.

Ta jedna ćwierć sekundy, w której twarz po drugiej stronie robi coś malutkiego. Nie grymas, nie zmarszczenie brwi — coś na granicy widzialności, jakby oko przeskoczyło o jedną kratkę w bok. Za człowiekiem stoi regał z segregatorami, na jednym naklejka z Myszką Miki, pewnie dziecka. Rozmowa idzie dalej normalnie. Wszyscy są mili.

Ale coś się właśnie policzyło i nikt tego nie powie na głos.

Drogi czytelniku, Ty też to znasz — z obu stron. Znasz to uczucie, kiedy ktoś wygląda inaczej, niż się spodziewałeś, i przez pierwsze trzy minuty słuchasz go gorzej, bo część głowy zajmuje się przeliczaniem różnicy. I znasz to drugie, gorsze, kiedy przeliczają Ciebie.

Zdjęcie za dobre kosztuje tak samo jak zdjęcie za złe

Cała rozmowa o zdjęciach profilowych toczy się tak, jakby istniała jedna oś: od złego do dobrego, i im dalej, tym lepiej. Dlatego ludzie pytają, jak wyjść najlepiej. Nikt nie pyta, co się dzieje, kiedy wyjdzie się za dobrze.

A dzieje się coś, co ma swoją nazwę w badaniach i nazywa się naruszeniem oczekiwań.

Artemio Ramirez i Zuoming Wang opublikowali w 2008 roku w „Journal of Communication" badanie o momencie, w którym znajomość przenosi się z sieci do świata. Sprawdzali, co się dzieje, kiedy ludzie, którzy do tej pory znali się tylko przez ekran, wreszcie się spotykają. Wynik: informacje, które człowiek zdobywa w tej właśnie chwili — jak ktoś wygląda, jak się zachowuje — są przetwarzane jako naruszenie oczekiwań. Nie jako nowa wiedza. Jako zgrzyt.

I tu jest rzecz, która wywraca całą sprawę. Ten zgrzyt nie zawsze boli. Przy znajomościach krótkich wypadał na plus — ludzie oceniali to, czego się dowiedzieli, dobrze i mieli poczucie, że wreszcie wiedzą, z kim mają do czynienia. Bolało dopiero przy długich.

Siedem lat później Ramirez wrócił do tematu z innym zespołem — Erin Sumner, Christiną Fleuriet i Megan Cole — i opisał w „Journal of Computer-Mediated Communication" rzecz jeszcze mniej wygodną. Policzyli, gdzie dokładnie leży próg. Wyszło im coś między siedemnastym a dwudziestym trzecim dniem znajomości przez ekran. Przed tym progiem spotkanie wypadało dobrze. Za nim zaczynało się psuć, i im dłużej ludzie pisali do siebie, zanim się zobaczyli, tym gorzej.

Policz teraz, ile trwała korespondencja z pierwszej sceny.

Teraz uczciwie, bo to ważne. Badanie z 2015 roku dotyczy randek online, nie LinkedIna; to z 2008 — znajomości zawartych przez ekran w ogóle. Zestawiam je z Twoim profilem świadomie i na własną odpowiedzialność, bo tam ktoś w ogóle to zbadał — ludzie po nieudanej randce mówią, co czuli. Po nieudanym spotkaniu handlowym nikt nikomu nie powie: „wyglądałeś inaczej niż na profilu". Powie: „odezwiemy się".

Rozjazd

Nazwijmy to rozjazdem. Rozjazd to odległość między tym, jak wyglądasz na profilu, a tym, jak wyglądasz, kiedy odbierasz telefon o siódmej rano w listopadzie.

Rozjazdu zerowego nie ma i nie da się go zrobić. Każde zdjęcie jest wyborem jednej klatki z tysiąca, a Ty nie jesteś jedną klatką. Nawet fotografia zrobiona w studiu w zeszłym tygodniu pokazuje Cię w wersji, w której akurat wyspany i akurat patrzysz.

Ale rozjazd duży kosztuje, i to nie kosztuje raz. Kosztuje w pierwszej minucie każdego spotkania, w którym ktoś zdążył wcześniej zobaczyć Twój profil. Wchodzisz z długiem. Jeszcze nic nie powiedziałeś, a już musisz nadrobić różnicę między sobą a swoim wizerunkiem, i robisz to zwykle nieświadomie — mówiąc odrobinę za dużo i odrobinę za szybko.

Cała robota polega więc na trafieniu w wąskie pasmo: wyraźnie lepiej niż selfie w aucie, wyraźnie bliżej niż okładka. I nikt nikomu nigdy nie powiedział, gdzie to pasmo leży.

To pytanie jest niewygodne i takie ma być

A teraz do Ciebie. Wyobraź sobie, że ktoś, kto zna Cię tylko ze zdjęcia na profilu, wchodzi za chwilę do sali, w której siedzisz — dziś, w tym, co masz na sobie, po tym tygodniu, jaki miałeś.

Ile wynosi ta różnica?

Nie pytam, czy zdjęcie jest ładne. Pytam, ile ma lat, ile kilogramów temu było zrobione i czy człowiek na nim ma tę samą linię włosów co Ty. Bo jeżeli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań Cię uwiera, to znaczy, że co spotkanie płacisz ratę długu, którego nawet nie zauważyłeś, że zaciągnąłeś.

I tu muszę powiedzieć coś na swoją niekorzyść. Kilka lat temu doradziłem koledze z zespołu, żeby wybrał ze swojej sesji zdjęcie najbardziej efektowne. Wyszedł na nim jak z okładki i sam byłem z tego dumny. Miał potem więcej spotkań i gorsze spotkania, i długo tłumaczyliśmy to sobie tym, że ludzie są dziwni.

Ludzie nie byli dziwni. To była moja rada i mój błąd. Kazałem mu obiecać coś, czego nie mógł dotrzymać, wchodząc do sali.

Jak wybrać zdjęcie na LinkedIn, żeby nie zapłacić długu

Więc kiedy będziesz następnym razem wybierał zdjęcie na LinkedIn — z sesji, z telefonu, z Profilówki, wszystko jedno — nie bierz tego, na którym wyglądasz najlepiej. Weź to, na którym wyglądasz najbardziej jak Ty w czwartek.

Zwykle jest trzecie w kolejności i zwykle je odrzucasz w pierwszej rundzie.

Pokaż wybrane zdjęcie komuś, kto widuje Cię co tydzień na żywo, i zadaj mu jedno pytanie: „poznałbyś mnie?". Nie „ładne?". Poznałbyś. Jeżeli się zawaha, wróć do tego trzeciego.

Czego i Tobie życzę.

Najczęstsze pytania

Jak wybrać najlepsze zdjęcie profilowe z całej sesji?
Nie bierz tego, na którym wyglądasz najlepiej — bierz to, na którym wyglądasz najbardziej jak Ty w zwykły dzień. Pokaż je komuś, kto widuje Cię co tydzień, i zapytaj: poznałbyś mnie? Nie: ładne?
Czy zbyt dobre zdjęcie profilowe może zaszkodzić?
Tak, jeśli różnica między zdjęciem a Tobą na żywo jest duża — badania nad naruszeniem oczekiwań pokazują, że taki rozjazd kosztuje pierwsze minuty spotkania, nie tylko pierwsze wrażenie.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.