Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

Rozmowa o pracę, na której nikt cię nie widzi

Marcin Szmidtke4 min czytania

Paweł prasuje koszulę w niedzielę wieczorem. Niebieska, ta w drobny prążek, bo biała „za bardzo jak na wesele". W czwartek był u fryzjera, chociaż normalnie chodzi raz na dwa miesiące. W sobotę powtarzał na głos odpowiedź na pytanie o swoje słabe strony i sam siebie zawstydził, bo zabrzmiało jak z podręcznika. W poniedziałek o 9:20 dzwoni telefon. To jest ta rozmowa. Trwa dwadzieścia dwie minuty, Paweł odbiera ją na parkingu, bo w domu remont u sąsiada.

Koszula wisiała na drzwiach szafy przez cały ten czas.

Drogi czytelniku, znasz tę historię, nawet jeśli Twoja koszula była marynarką albo świeżo umytą głową o siódmej rano przed kamerką. Przygotowujemy się do sytuacji, którą mamy w głowie, a nie do tej, która się wydarzy. Ten obraz w głowie — pokój, biurko, ktoś naprzeciwko, uścisk dłoni — jest starszy niż większość z nas i nikt go nigdy nie zaktualizował.

Siedemdziesiąt procent rozmów to głos i nic więcej

Firma rekrutacyjna Devire przejrzała własne procesy: blisko trzynaście tysięcy rozmów kwalifikacyjnych prowadzonych przez jej rekruterów od stycznia 2025 do lipca 2026. Stacjonarnie, twarzą w twarz, odbyło się siedemdziesiąt. Zdalnie — 99,46 procent, z czego 69,9 procent przez telefon, a 29,5 procent przez wideo. W pierwszej połowie 2025 wychodziło im średnio prawie sześć spotkań na żywo miesięcznie. W 2026 — dwa. Dane opisał w sierpniu tego roku Bankier.pl, powtórzył je Puls HR.

Zastrzeżenie należy się od razu, bo inaczej byłbym nieuczciwy: to jest jedna firma i jej własny portfel procesów, nie pomiar całego rynku. Nie wiem, jak to wygląda u Twojego przyszłego pracodawcy.

Ale siedemdziesiąt spotkań na trzynaście tysięcy rozmów to jedno na sto osiemdziesiąt kilka. Można to obejść zastrzeżeniem. Nie da się tego obejść aż tak.

Policz teraz to, co z tego wynika. Jeżeli w siedmiu procesach na dziesięć całą rozmowę stanowi głos w słuchawce, to w tych siedmiu człowiek po drugiej stronie nie zobaczy Twojej twarzy ani razu. Nie zobaczy koszuli, fryzury, tego, że patrzysz prosto w oczy i masz sympatyczny sposób podnoszenia brwi, kiedy się zastanawiasz. Nie zobaczy niczego, na co poświęciłeś niedzielny wieczór.

Zobaczy jedno zdjęcie. To, które sam mu wcześniej wystawiłeś.

Zdjęcie poszło na to spotkanie zamiast Ciebie

Bo obraz Ciebie w tym procesie powstaje mimo wszystko. Tylko nie w rozmowie — wcześniej, kiedy ktoś otwiera Twój profil albo CV, żeby zdecydować, czy w ogóle dzwonić. To jest ten jedyny kadr, jaki istnieje. Cała reszta jest dźwiękiem.

A przy tych 29,5 procent wideo jest niewiele lepiej, bo prostokąt trzy na pięć centymetrów w laptopie, oświetlony od dołu ekranem, nie pokazuje człowieka. Pokazuje, że masz kamerę.

I teraz pytanie do Ciebie, drogi czytelniku, bo Ty oczywiście masz na profilu aktualne zdjęcie, prawda? Kiedy ono powstało. Ile masz na nim lat. Czy ktoś stoi obok, przycięty w połowie ramienia. Czy patrzysz w obiektyw, czy w bok, bo akurat ktoś zawołał. Ile trwało jego wybieranie — pół minuty, w telefonie, w kolejce do kasy?

Trzy wieczory na CV. Wieczór na koszulę, która nie miała komu się pokazać. I pół minuty na jedyną rzecz, którą ten człowiek po drugiej stronie realnie zobaczył.

Portret Marcina w czerni i bieli, ciemne tło, ostre światło z bokuAI
Czerń i biel zabiera wszystko oprócz twarzy. Rekrutacja przez telefon robi z człowiekiem mniej więcej to samo — zostawia jeden obraz i głos, a resztę odcina.Zdjęcie wygenerowane przez AI.

Mam w tym swój udział i wolę go nazwać, zanim ktoś mi go wypomni. Przez lata, prowadząc rekrutacje do własnego zespołu, mówiłem kandydatom uspokajająco, że liczy się rozmowa, a nie zdjęcie. Mówiłem to szczerze i mówiłem to w czasach, kiedy rozmowa oznaczała, że ktoś wchodzi do pokoju, siada i pije kawę przez czterdzieści minut. Zdanie zostało, świat pod nim się przesunął, a ja powtarzałem je jeszcze długo po tym, jak przestało być prawdziwe. Powtarzałem je ludziom, którzy podejmowali na jego podstawie decyzje.

To nie jest apel o próżność. Nikt Cię nie zatrudni za ładne zdjęcie i nikt nie przepuści przez ostatni etap kogoś, kto nie umie robić roboty. Rzecz w czymś prostszym i bardziej przyziemnym: zdjęcie jest teraz jedynym Twoim obrazem w całym procesie, więc niech to będzie obraz człowieka, którym jesteś dzisiaj, a nie tego sprzed sześciu lat na weselu szwagra. Ma być aktualne, ma być wyraźne i ma być Twoje. Więcej nie trzeba.

Profilówka powstała dlatego, że sam nie umiałem sobie takiego zdjęcia zrobić i nie chciało mi się umawiać na sesję. Ale to jest najmniej ważne zdanie w tym tekście.

Ważne jest to: otwórz teraz swój profil i spójrz na to zdjęcie tak, jakbyś widział je pierwszy raz, dwie sekundy przed decyzją, czy zadzwonić. Jeżeli zawahasz się choćby na moment — zmień je w tym tygodniu. Nie w przyszłym. A koszulę wyprasuj i tak, bo za którymś razem trafisz na to jedno spotkanie na sto osiemdziesiąt kilka i wtedy będzie się przydawać.

Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.