Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

Oceniają cię po twarzy, którą widzieli sekundę wcześniej

Marcin Szmidtke4 min czytania

Wtorek, 14:40. Agnieszka ma przed sobą czterdzieści jeden zgłoszeń na stanowisko opiekuna klienta i dwadzieścia minut do następnego spotkania. Kanapka z rana leży obok klawiatury, nadgryziona raz. Przewija listę: miniatura zdjęcia, imię, ostatnie stanowisko, następna miniatura. Sekunda na osobę, może półtorej. Nikt jej tego nie kazał liczyć, tak po prostu wychodzi.

Twoje zgłoszenie jest dwudzieste trzecie.

Nie wiesz, kto był dwudziesty drugi. I nie masz na to żadnego wpływu, drogi czytelniku — a właśnie ta osoba, której nigdy nie zobaczysz, przez chwilę pracuje na Twoją ocenę. Na plus albo na minus.

Nikt nie patrzy na Twoje zdjęcie samo

Wybierając zdjęcie profilowe, robimy wszyscy to samo. Otwieramy je na pełnym ekranie, w ciszy, i patrzymy. Długo. Porównujemy z innym własnym, znowu długo. Zakładamy, że zdjęcie jest dobre albo złe samo z siebie, jak ocena z klasówki, która nie zależy od tego, kto siedział w ławce obok.

Otóż zależy.

Psychologowie z University of Aberdeen i z australijskiego Curtin University — Fiammetta Marini, Clare Sutherland, Linda Jeffery i Mauro Manassi — opisali to w czerwcu 2026 roku w piśmie „BMC Biology”. Pokazywali ludziom twarze jedną po drugiej i prosili o ocenę, na ile dana osoba wygląda na godną zaufania, w skali od 1 do 7. Potem sprawdzali, czy ocena twarzy zależy od twarzy, którą ktoś widział tuż przed nią.

Zależy, i to na dwa przeciwne sposoby.

Kiedy twarz mignęła przez sekundę, ocena następnej przesuwała się w stronę poprzedniej. Oko nie zaczynało od zera, tylko dokładało do nowej twarzy odrobinę poprzedniej. Badacze nazywają to przyciąganiem. Było najsilniejsze, gdy twarze stały na ekranie blisko siebie i były do siebie podobne.

Kiedy twarz była oglądana dłużej — dziewięć sekund — działo się odwrotnie. Ocena następnej odpychała się od poprzedniej. Po kimś, kto wyglądał bardzo wiarygodnie, kolejna osoba wypadała gorzej niż wypadłaby sama. Trochę jak z kolorem: popatrz pół minuty na czerwoną kartkę, przenieś wzrok na białą ścianę, a przez moment wyda Ci się zielonkawa. Oko przesadza w drugą stronę.

Wniosek autorów jest skromniejszy, niż brzmi, i trzeba go powiedzieć uczciwie. Każdy z czterech eksperymentów robiło po 25 osób, oceniano twarze komputerowo zmieszane z kilku zdjęć, a nie profile z LinkedIna, i sam efekt jest mały — kilka setnych punktu na siedmiostopniowej skali. To nie jest przepaść. To jest przechył. Ale przechył, który działa za każdym razem, gdy ktoś przegląda twarze jedna po drugiej. Sami autorzy wymieniają decyzje o zatrudnieniu jako miejsce, w którym takie wrażenia coś ważą, a aplikacje randkowe jako miejsce, gdzie przegląda się twarze seriami. Lista kandydatów i wyniki wyszukiwania na LinkedInie działają tak samo — to już mój wniosek, nie ich.

Marta w czarnej marynarce na ciemnym tle, portret czarno-biały, poważny wyraz twarzyPrzedAI
Marta w białej bluzie przy ceglanej ścianie, lekki uśmiech, ciepłe światło dziennePoAI
Ta sama osoba, dwa kadry. Prawe zdjęcie oglądane zaraz po lewym to nie jest dokładnie to samo zdjęcie, co prawe oglądane samo — i nikt, kto przewija listę, nie widzi go samego.Zdjęcia wygenerowane przez AI.

Wybierasz w warunkach, w których nikt Cię nie ogląda

I tu jest sedno. Swoje zdjęcie oceniasz duże, samo, przez kilka minut. Agnieszka ogląda je małe, w kółku, przez sekundę, zaraz po kimś innym. To są dwa różne zdjęcia. Ty wybrałeś to pierwsze. Ona dostała drugie.

Nie wiesz, kto będzie przed Tobą. Może ktoś w identycznej granatowej marynarce na identycznym szarym tle — a przy podobnych twarzach przyciąganie jest najmocniejsze, więc zlejesz się z nim w jedną ocenę, dobrą albo złą, zależnie od tego, jak wypadł on. Może ktoś uśmiechnięty i ciepły, na którego ktoś się zapatrzył, i wtedy Ty wypadniesz o włos chłodniej, niż jesteś.

Tego nie ustawisz. Nikt tego nie ustawi.

Czy kiedykolwiek widziałeś swoje zdjęcie tak, jak widzi je obcy człowiek? Nie w edytorze, nie w galerii telefonu, tylko w tłumie, wciśnięte między dwie inne twarze, przez sekundę? Ja nie widziałem przez lata.

Kiedy sam wybierałem zdjęcie na profil, robiłem dokładnie to, przed czym ostrzega to badanie: kładłem obok siebie dwa ujęcia, patrzyłem na nie na przemian po kilka minut i byłem przekonany, że wybieram obiektywnie lepsze. Wybierałem lepsze względem tego, na które akurat patrzyłem przed chwilą. Gdybym zaczął porównywanie od drugiego końca, mógłbym wybrać inaczej. Nie sprawdziłem. Nie przyszło mi to do głowy.

Sprawdź zdjęcie tam, gdzie będzie żyło

Skoro nie da się wybrać sąsiadów, zostaje jedno: sprawdzić, czy Twoje zdjęcie broni się w tłumie, a nie w próżni. Otwórz dziś pod popularnym postem na LinkedInie listę komentarzy. Zrób zrzut ekranu. Wklej w niego swoje zdjęcie w miejsce jednej z miniatur — zwykłym edytorem w telefonie, to dwie minuty. Odłóż telefon, weź go do ręki i spójrz przez sekundę.

Widać Cię? Poznałbyś siebie? Wyglądasz na kogoś, z kim chciałbyś rozmawiać, czy na kogoś, kto akurat stoi obok kogoś, z kim chciałbyś rozmawiać?

Jeśli masz do wyboru kilka ujęć — z telefonu, od fotografa czy z Profilówki — wybieraj je tak samo: małe, w tłumie, przez sekundę, i porównuj w obie strony, nie tylko w jedną. To nie usunie przechyłu. Ale przestaniesz wybierać zdjęcie do warunków, w których nikt Cię nie zobaczy.

Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.