Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

LinkedIn nie pyta, czy zdjęcie jest z AI. Pyta, czy to ty

Marcin Szmidtke4 min czytania

Ewa prowadzi biuro rachunkowe w Kaliszu: trzy biurka, dwie pracownice i ksero, które zacina się na drugiej kartce. W sobotę rano siedzi tam sama. Na biurku leży segregator z napisem „VAT 09” i ołówek bez gumki. Na ekranie ma nowe zdjęcie profilowe z generatora. Ona, w granatowej marynarce, którą naprawdę ma w szafie, na jasnym tle, którego w biurze nie ma. Kursor stoi nad „Zapisz”.

Nie klika. W drugiej karcie ma otwarte forum, a na nim wątek „LinkedIn usuwa konta za zdjęcia z AI, uważajcie”. Czterdzieści siedem odpowiedzi. Nikt nie podaje źródła, wszyscy się boją.

Zamyka laptopa. Na profilu zostaje szare kółko z inicjałami.

Znasz to, drogi czytelniku? Strach przed karą z zasady, której nikt w tym wątku nie przeczytał.

Zasada ma o zdjęciu jedno zdanie i nie pyta, czym je zrobiono

Otwórzmy więc tę zasadę. LinkedIn zbiera swoje reguły na jednej stronie, „Professional Community Policies”, czyli zasady zawodowej społeczności. W części o tym, żeby być godnym zaufania, stoi zdanie o zdjęciu profilowym. Po polsku: nie używaj zdjęcia innej osoby ani żadnego obrazu, który nie jest Twoją podobizną. Obok stoi zakaz fałszywych profili i zmyślania czegokolwiek o sobie.

Przy zdjęciu profilowym nie pada ani słowo o sztucznej inteligencji.

Zasada nie pyta, czym zrobiono zdjęcie. Pyta, kogo przedstawia.

Konduktor nie sprawdza, czy bilet imienny wydrukowano w kasie, na domowej drukarce, czy świeci w telefonie. Nie obchodzi go papier ani tusz. Patrzy na nazwisko i na dowód, który mu podajesz. Bilet z kasy na cudze nazwisko nie przejdzie. Wydruk z domu na Twoje przejdzie.

Zasada LinkedIna to taki konduktor. A nazwiskiem na bilecie jest twarz.

Przy niektórych obrazach LinkedIn pokazuje też małe „CR”, czyli informację z metryczki zapisanej w pliku. Pisałem o tym w tekście „Plomba, której nie widać”. Moim zdaniem ten znaczek to informacja, nie wyrok.

Maszyna, której się boisz, miała łapać ludzi, których nie ma

Ale LinkedIn ma przecież wykrywacz, powie forum. Już jesienią 2022 roku LinkedIn ogłosił, że sprawdza wgrywane zdjęcia profilowe pod kątem generatora, żeby łapać fałszywe konta. W czerwcu 2023 roku jego inżynierowie opisali na firmowym blogu metodę rozpoznawania takich zdjęć. Sprawdzali ją na stu tysiącach prawdziwych zdjęć z LinkedIna i czterdziestu jeden i pół tysiąca twarzy wygenerowanych sztucznie. Wynik: 99,6 procent wykrytych sztucznych twarzy z rodziny StyleGAN, a prawdziwe zdjęcie brane za sztuczne w jednym procencie przypadków.

Tylko kogo ta maszyna łapie?

Te 99,6 procent dotyczy jednej rodziny generatorów, o nazwie StyleGAN, które rysują od zera twarze ludzi nieistniejących. Ładna, uśmiechnięta osoba, której nie ma na świecie, z profilem pełnym zmyślonych stanowisk — to jest zwierzyna, na którą ta metoda polowała. Na twarzach z innego generatora, Stable Diffusion, jak piszą sami autorzy, ich metoda nie działa. A cel mają napisany wprost: wykrywać i usuwać fałszywe konta, zanim dotrą do ludzi.

Sama maszyna nie wie jednak, czy Ewa istnieje. Patrzy na piksele i szuka w nich śladów generatora. I myli się też w drugą stronę: na sto prawdziwych zdjęć jedno uzna za sztuczne. Gwarancji, że żadna maszyna się przy niej nie pomyli, Ewa więc nie ma. Ma za to jasność, o co pyta zasada, kiedy ktoś będzie jej sprawę rozstrzygał. O twarz.

Dwóch rzeczy nie wiem. Ten opis ma ponad trzy lata i LinkedIn nie mówi, czego używa dziś. Może czegoś lepszego, może czegoś zupełnie innego. Nie wiem tego ja i nie wie nikt na tamtym forum. I nie wiem, jak LinkedIn rozstrzygnie konkretne zdjęcie, bo to robi on, nie ja i nie ten tekst. Mogę powiedzieć tylko, o co jego zasady pytają, bo to stoi czarno na białym.

Marcin w ciemnej marynarce i szarej koszulce, uśmiechnięty, na tle drewnianej ściany z roślinąCiepłe wnętrzeAI
Marcin w ciemnej marynarce i szarej koszulce, ze skrzyżowanymi rękami, na grafitowym tleCiemne tłoAI
Inne tło, inne światło, inna poza. Twarz ta sama — i tylko o nią pyta zasada LinkedIna.Zdjęcia wygenerowane przez AI.

Strach z forum stoi na głowie

Ludzie boją się, że wyda ich narzędzie. A jedyne pytanie z zasady dotyczy tego, co narzędziem zrobili.

Generator potrafi zrobić z Ciebie kogoś, kogo nie ma — o tym, gdzie kończy się poprawianie, a zaczyna zmyślanie, pisałem w tekście „Do 2028 co czwarty kandydat będzie zmyślony”. Mój też to potrafi: przy zamówieniu w Profilówce wybierasz przedział wieku i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zaznaczyć młodszy niż Twój. Zasada LinkedIna zaczyna Cię dotyczyć dokładnie w tym miejscu, nie wcześniej.

Zanim klikniesz „Zapisz”, zrób sobie listę w dwóch kolumnach: co na tym zdjęciu jest inne niż w lustrze dziś rano. Do pierwszej wpisz tło, marynarkę, światło, wyprasowaną koszulę. To papier i tusz, konduktor na nie nie patrzy. Do drugiej wiek, rysy twarzy, kilogramy. To nazwisko na bilecie.

Jeśli druga kolumna jest pusta, zasada nie ma Cię o co zapytać. Jeśli coś w niej stoi, zrób zdjęcie jeszcze raz, bez tej poprawki.

Otwórz zasady LinkedIna i znajdź to jedno zdanie o zdjęciu. Zrób listę. I zamiast szarego kółka zapisz wreszcie siebie.

Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.