Przejdź do treści
Profilówka
Wszystkie teksty

Plomba, której nie widać. Zdjęcia z AI do 2 grudnia

Marcin Szmidtke4 min czytania

Tomek jest doradcą kredytowym i we wtorek wrzuca na LinkedIn post o tym, że banki znowu ruszyły z promocjami. Do posta grafika, zrobiona w pięć minut w generatorze obrazów, bo zdjęcie z płatnego banku zdjęć wyglądało jak zdjęcie z płatnego banku zdjęć. Publikuje, idzie zrobić kawę, wraca.

W lewym górnym rogu grafiki siedzi małe „CR”. Nie dodawał go. Klika. Wyskakuje okienko: czym zrobiono obraz, kiedy, i że przy jego powstaniu użyto sztucznej inteligencji.

Tomek nikomu nie powiedział, że grafika jest z AI.

Powiedział to za niego plik.

Plomba, której nie widać, dopóki ktoś nie sprawdzi

Znasz plombę na liczniku prądu, drogi czytelniku. Na co dzień nikt na nią nie patrzy. Ale kiedy przychodzi ktoś, kto ma prawo sprawdzić, od razu widzi, czy ktoś przy liczniku grzebał. Z plikami z AI robi się teraz dokładnie to samo. W środku obrazu, niewidoczna dla oka, siedzi informacja: to zostało wygenerowane. LinkedIn ją czyta i pokazuje jako to małe „CR” — od angielskiego „Content Credentials”, czyli po naszemu metryczka pochodzenia pliku.

I tu ważna rzecz. Ten znaczek nie bierze się z tego, że LinkedIn obejrzał obraz i rozpoznał sztuczną inteligencję. Bierze się z metryczki w pliku: jest metryczka, jest znaczek. LinkedIn sam pisze w swojej pomocy, że nie da się jeszcze rozpoznać i oznaczyć wszystkich treści wygenerowanych albo zmienionych przez AI. Obraz z AI bez metryczki może więc przejść bez żadnego znaczka.

Do tej pory to była dobra wola producentów narzędzi. Od sierpnia to jest obowiązek.

Przepis mówi do dostawcy, ale dotyczy Ciebie

Unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji, artykuł 50 ustęp 2: dostawcy systemów, które generują obrazy, dźwięk, wideo albo tekst, muszą zadbać, żeby to, co wychodzi z ich narzędzi, było oznaczone w formacie czytelnym dla maszyn i dało się rozpoznać jako wygenerowane. Po ludzku: plomba ma być w pliku, a nie w dopisku pod nim. I ma być, jak to ujmuje przepis, skuteczna i odporna na tyle, na ile pozwala technika.

Są wyjątki. Nie dotyczy to narzędzi, które tylko pomagają w zwykłej obróbce, ani takich, które nie zmieniają istotnie tego, co im dałeś. Rozjaśnienie selfie to obróbka. Portret, na którym od szyi w dół, tło, światło i marynarka powstały od zera — to już nie jest obróbka.

Obowiązek działa od 2 sierpnia 2026. Dla narzędzi, które pojawiły się na rynku wcześniej, unijny pakiet poprawek do tego rozporządzenia — rozporządzenie 2026/1744, opublikowane w lipcu — dał jeszcze cztery miesiące. Czyli do 2 grudnia 2026. Kary są te same co za inne naruszenia przepisów o przejrzystości: do piętnastu milionów euro albo trzech procent obrotu. Dla małej firmy liczy się niższa z tych kwot, o czym pisałem w tekście „Od 28 października ktoś będzie mógł o to zapytać” — i to nadal nie jest kwota, którą chcesz zapłacić.

Nie jestem prawnikiem i to nie jest porada prawna. To jest lektura przepisu przez kogoś, kogo on dotyczy.

Marcin w oliwkowej marynarce i białym golfie, z założonymi rękami, przy oknie w ciepłym świetleAI
Podpis pod zdjęciem widzi człowiek. Plombę w pliku widzi komputer — i od grudnia to ona jest wymagana, nie podpis.Zdjęcie wygenerowane przez AI.

Najgorsze, co możesz zrobić, to wyciąć plombę

Wpisz w wyszukiwarkę „jak usunąć znaczek CR z LinkedIna”. Znajdziesz całe poradniki. Ludzie wstydzą się tego znaczka tak, jakby był pieczątką „oszust”.

A teraz pomyśl, jak to wygląda z drugiej strony. Ktoś widzi Twój profil. Zdjęcie jest ładne, może trochę za ładne. Nie ma znaczka. Czy wie, że to prawdziwe zdjęcie? Nie wie. Wie tylko, że nic mu o nim nie powiedziano. Pisałem w „Powiedz, że to z AI” o badaniu, w którym przyznanie się do AI obniżało ocenę zdjęcia, ale nie oceny człowieka. Plomba jest dokładnie takim przyznaniem, tylko cichszym. Wycięcie jej to nie sprytny ruch. To wysłanie w świat pliku, który udaje coś, czym nie jest.

I jeszcze jedno: plombę łatwo zgubić przez przypadek. Zapisz obraz w programie, który jej nie rozumie, zrób zrzut ekranu zamiast pobrać plik, i metryczka znika. Nie dlatego, że coś ukrywasz. Dlatego, że nie wiedziałeś, że tam była.

Mój udział jest prosty do nazwania. Na tym blogu każde zdjęcie z AI dostaje podpis, który dokleja sama strona, i byłem z tego zadowolony. Dopiero czytając artykuł 50 zrozumiałem, że przepis mówi o czymś innym: o znaku, którego człowiek w ogóle nie widzi, i o pliku, który dostaje klient, a nie o stronie, na której ja go pokazuję. Podpis to było moje sumienie. Plomba to jest obowiązek. Do grudnia to jest moja lista na ten kwartał, nie przypis do niej.

Sprawdź plik, zanim sprawdzi go ktoś inny

Zrób dziś jedną rzecz. Weź plik swojego zdjęcia z AI — ten oryginalny, pobrany, nie zrzut ekranu — i wrzuć go na stronę contentcredentials.org/verify. To bezpłatne narzędzie, które pokaże, czy plomba jest w środku i co mówi. Jeśli jej nie ma, napisz do dostawcy jedno pytanie: czy Wasze pliki będą oznaczone do 2 grudnia? Odpowiedź powie Ci o nim więcej niż cennik.

A jeśli plomba jest — zostaw ją. Nie wycinaj, nie przerabiaj, nie wrzucaj zrzutu zamiast pliku. Profilówka też będzie na to pytanie odpowiadać swoim klientom i nie zamierza odpowiadać „nie wiemy”.

Czego i Tobie życzę.

Zdjęcie, do którego nie trzeba się tłumaczyć

Wgrywasz kilkanaście selfie, dostajesz komplet portretów w kilku stylach. Bez fotografa i bez wychodzenia z domu.